Trudno wyobrazić sobie polskie święta Bożego Narodzenia bez "Kevina samego w domu". Ten kultowy film, który co roku gromadzi przed telewizorami miliony widzów, o mały włos nie powstałby wcale. Historia jego produkcji to prawdziwy thriller pełen problemów finansowych, zmian wytwórni i niespodziewanych przeszkód.
Projekt, który wisiał na włosku
Scenariusz napisał John Hughes, twórca takich hitów jak "Śniadaniowy klub" czy "Wujaszek Buck". To właśnie w tym ostatnim filmie Hughes dostrzegł talent młodego Macaulaya Culkina i od razu zobaczył w nim idealnego Kevina McCallistera. Reżyserię powierzył Chrisowi Columbusowi, ponieważ sam był zbyt zapracowany, by stanąć za kamerą.
Problem polegał na tym, że wytwórnia Warner Bros. od początku patrzyła na projekt z ogromną rezerwą. Film familijny o dziecku, które zostaje samo w domu i "torturuje" włamywaczy? Dla studiowców brzmiało to jak przepis na finansową katastrofę.
Budżetowe problemy i przełomowa decyzja
Budżet ustalono na skromne 10 milionów dolarów. Gdy koszty zaczęły rosnąć, w Warner Bros. zapaliła się czerwona lampka ostrzegawcza. Studio postanowiło wstrzymać produkcję, a ekipa praktycznie zaczęła się pakować.
Wtedy wydarzyło się coś bezprecedensowego w Hollywood. John Hughes przeniósł cały projekt do 20th Century Fox, które przejęło film niemal z dnia na dzień. Zdjęcia wznowiono bez przestoju, a "Kevin sam w domu" stał się jednym z rzadkich przypadków, gdy film zmienił wytwórnię w trakcie realizacji.
Dom, którego tak naprawdę nie było
Ikoniczny dom rodziny McCallisterów istnieje naprawdę i znajduje się w Winnetce pod Chicago. Jego wnętrze okazało się jednak zbyt małe, by pomieścić ekipę filmową i skomplikowane gagi slapstickowe. Rozwiązanie było nietypowe – całe wnętrze domu zbudowano w hali sportowej opuszczonej szkoły. To tam powstały słynne schody, kuchnia i salon, w których Kevin zastawiał swoje pułapki.
Wpadki i błędy, które umknęły widzom
Mimo że film stał się klasykiem, nie uniknął błędów produkcyjnych. Popularny krytyk filmowy na TikToku wyłapał kilka niedopatrzeń, które przez lata umykały uwadze widzów:
- Znikający głos dziecka – w scenie pakowania auta widać, że mały aktor coś mówi, ale jego bohater nie dostał głosu w tej sekwencji
- Niemożliwy zjazd na sankach – usytuowanie schodów względem drzwi uniemożliwia zjazd, który Kevin wykonuje w filmie
- Magicznie zmieniające się spodnie – gdy Kevin wybiega z kościoła, ma ciemne spodnie, przy domu już jasnoniebieskie, a w kolejnej scenie znów ciemne
- Torba wypchana gazetami – w jednej ze scen bagaż przygotowany na wyjazd jest w rzeczywistości wypchany starymi gazetami
Prawdziwe wyzwania na planie
Obsada także stanęła przed niespodziewanymi trudnościami. Joe Pesci, znany z brutalnych ról u Scorsesego, musiał nagle odnaleźć się w komedii familijnej. Nie mogąc używać wulgaryzmów, wymyślił własny język przekleństw, mrucząc pod nosem niezrozumiałe dźwięki.
Większość scen z pułapkami zrealizowano bez efektów komputerowych. Upadki, poślizgi i uderzenia były prawdziwe, a kaskaderzy często wychodzili z planu poobijani. Dziś wiele z tych gagów nie przeszłoby przez współczesne normy bezpieczeństwa.
Śnieg, który śmierdział
Choć film kojarzy się z zimową magią, pogoda długo nie chciała współpracować. Chicago nie zasypało śniegiem na czas, więc ekipa musiała improwizować. Na planie używano sztucznego śniegu, a w jednej ze scen płatków ziemniaczanych, które po kilku dniach zaczęły wydzielać bardzo nieświąteczny zapach.
Muzyka, która zrobiła magię
Na koniec Chris Columbus zaprosił do współpracy Johna Williamsa. Jego świąteczna partytura całkowicie zmieniła odbiór filmu, dodając mu emocji i ciepła. To właśnie muzyka sprawiła, że "Kevin sam w domu" przestał być tylko komedią o pułapkach, a stał się filmem o rodzinie, samotności i powrotach.
Hit wbrew wszystkiemu
Po premierze krytycy byli sceptyczni, ale widzowie nie mieli wątpliwości. "Kevin sam w domu" przez tygodnie nie schodził z pierwszego miejsca box office'u i szybko stał się świątecznym rytuałem. Film, który zarobił ponad 476 milionów dolarów na całym świecie, powstał z budżetem zaledwie 18 milionów.
Dziś trudno uwierzyć, że film oglądany co roku przez miliony Polaków był o krok od skasowania. A może właśnie dlatego zadziałał – bo powstał wbrew wszystkim regułom Hollywood.
"Mimo tych błędów 'Kevin sam w domu' to jeden z najlepszych filmów do obejrzenia z rodziną" – komentują fani, którzy mimo znajomości wpadek, nadal uwielbiają ten świąteczny klasyk.
Czy znajomość kulis produkcji i drobnych błędów zmienia cokolwiek w odbiorze tego kultowego filmu? Dla większości widzów odpowiedź brzmi: absolutnie nie. "Kevin sam w domu" pozostaje nieodłączną częścią polskich świąt, dowodem na to, że czasami najlepsze rzeczy powstają wbrew przeciwnościom losu.






