Joanna Jarmołowicz po raz pierwszy tak szczerze opowiedziała o trudnym okresie w swoim życiu. W najnowszym podcaście Anny-Marii Siekluckiej aktorka nie kryła emocji, mówiąc o konsekwencjach medialnej nagonki i bolesnym procesie odbudowy po rozstaniu z Janem Królikowskim.
Media plotkarskie zniszczyły jej zdrowie psychiczne
31-letnia aktorka wprost przyznała, że sposób, w jaki serwisy plotkarskie relacjonowały jej życie prywatne, doprowadził ją do załamania nerwowego. Przez lata była opisywana wyłącznie w kontekście swoich związków z braćmi Królikowskimi — najpierw jako była partnerka Antka, później jako obecna dziewczyna Jana i matka jego dziecka.
To później odbiło się na moim zdrowiu psychicznym. Nie potrafiłam połączyć już żadnych kropek, bo byłam tak zmęczona przez te media. Jest to potworne. Naprawdę potworne, bo ludzie nie wiedzą, co się wydarzyło, gdzie się wydarzyło i jak to się wydarzyło. I ile mnie to kosztowało
Jarmołowicz podkreśliła, że świadomie unika płatnych wydarzeń medialnych, by nie nakręcać spirali plotek. Wie jednak, że jej syn Józef pewnie będzie potrzebował terapii, gdy dorośnie i przeczyta o rodzinie w internetowych portalach.
"Były dwa wyjścia: albo mnie nie będzie, albo się odbiję"
Najdramatyczniejszy moment wywiadu nastąpił, gdy aktorka ze łzami w oczach przyznała, że po rozstaniu znalazła się w bardzo ciemnym miejscu psychicznie.
Już upadłam na samo dno. Były dwa wyjścia: albo mnie nie będzie, albo od tego dna się tam odbiję. No i dużo mnie to kosztowało, aczkolwiek myślę, że warto było się odbić od dna
Proces odbudowy wymagał radykalnych zmian w życiu. Jarmołowicz przestała pić alkohol, zrezygnowała z imprezowania i zaczęła stawiać twarde granice w relacjach z otoczeniem. To jednak kosztowało ją wiele znajomości.
Relacje z ekspartnerem układają się poprawnie
Mimo bolesnego rozstania, Jarmołowicz i Jan Królikowski potrafili ułożyć sobie relacje jako rodzice. Mają ustaloną opiekę naprzemienną nad 5-letnim Józefem, a aktorka nie ma pretensji do sposobu, w jaki eks wypełnia obowiązki ojcowskie.
Jednocześnie jasno określiła granice ich obecnej relacji:
Nie mam potrzeby pokazywania synowi, że skoro my z tatusiem nie jesteśmy razem, jak my się lubimy. Po co robić mu takie fiu-bździu w głowie? Nie będę oszukiwać rzeczywistości i kłamać dziecku w oczy. Jest ok, ale nie jesteśmy przyjaciółmi
Terapia pomogła odzyskać siłę
Kluczową rolę w procesie zdrowienia odegrała terapia psychologiczna. Choć Jarmołowicz wciąż nie czuje się komfortowo na publicznych wydarzeniach, wie, że jest dużo silniejsza niż wcześniej.
Nauczyła się też odróżniać prawdziwych przyjaciół od osób, które wykorzystywały jej łagodność:
Jak zaczęłam stawiać granice, no to się zrobiło potwornie. Straciłam bardzo dużo ludzi, ale dużo ludzi też przyszło. Śmieci same się wyniosły. Teraz już wiem, co w trawie piszczy
Wsparcie środowiska artystycznego
Szczere wyznanie Jarmołowicz spotkało się z ciepłym odzewem kolegów z branży. Marina Łuczenko-Szczęsna skomentowała krótko: "Skąd ja to znam!", co sugeruje, że podobne doświadczenia z mediami nie są odosobnione w środowisku celebrytów.
Inne gwiazdy również okazały aktorce wsparcie, pisząc słowa otuchy pod nagraniem z podcastu opublikowanym przez Radio RMF FM.
Historia Joanny Jarmołowicz pokazuje, jak destrukcyjny wpływ może mieć nieodpowiedzialne dziennikarstwo plotkarskie na zdrowie psychiczne osób publicznych. Jej droga powrotu do równowagi wymaga czasu, ale świadczy o sile charakteru i determinacji w walce o własne szczęście.






