Katarina Witt, legenda łyżwiarstwa figurowego i dwukrotna mistrzyni olimpijska, obchodzi w tym tygodniu swoje 60. urodziny. Z tej okazji ikona sportu z czasów NRD udzieliła szczerych wywiadów, w których opowiada o swoim życiu prywatnym i podejściu do starzenia się.
Bez żalu o życie bez dzieci
W rozmowie z niemieckim magazynem "SuperIllu" Witt odniosła się do faktu, że nigdy nie została matką. "Nie jestem osobą, która żałuje czegoś, czego nigdy nie miała" - powiedziała otwarcie 59-latka. Choć nigdy nie zrealizowała klasycznego schematu życiowego obejmującego małżeństwo i dzieci, podkreśla, że jest otoczona ważnymi dla niej ludźmi.
"Moja najbliższa rodzina jest na pierwszym miejscu. Jestem ciocią i matką chrzestną; poza tym moi długoletni, wierni przyjaciele już dawno stali się jak członkowie rodziny"
Akceptacja własnego ciała
Była łyżwiarka figurowa mówi również o swoim podejściu do zmian, jakie przynosi wiek. Nie chce już wpasowywać się w określone ramy ani rezygnować z jedzenia, które sprawia jej przyjemność.
"Obecnie dopasowuję ubrania do mojego ciała - nie na odwrót" - wyjaśnia Witt. "Pogodziłam się z tym i czuję się dobrze w swojej skórze".
Kariera pod stałą obserwacją
Życie Katariny Witt od dzieciństwa było wyjątkowe, ale także obciążone presją polityczną. Jako gwiazda sportu NRD reprezentowała państwo na arenie międzynarodowej, zdobywając:
- Dwa złote medale olimpijskie (1984, 1988)
- Cztery tytuły mistrzyni świata
- Sześć tytułów mistrzyni Europy
- Osiem tytułów mistrzyni NRD
Inwigilacja od siódmego roku życia
Nowy dokument ARD "Being Katarina Witt", który można oglądać w mediathece od 27 listopada 2025 roku, ujawnia mroczne strony jej kariery. Jak relacjonuje łyżwiarz figurowy Jan Hoffmann, Witt była inwigilowana przez Stasi już od siódmego roku życia. Kontroli poddawano również jej rodzinę.
Sama zainteresowana zna swoją teczkę i komentuje: "To, że istnieją na mój temat takie akta, jest tak odległe, że mogę to przyjmować już tylko z sarkazmem".
Międzynarodowa kariera po zjednoczeniu Niemiec
Po upadku muru berlińskiego Witt przeszła trudny okres adaptacji. Początkowo media zachodnie odnosiły się do niej nieprzychylnie, nazywając ją nawet obraźliwymi określeniami. Dopiero jej powrót na igrzyska olimpijskie w Lillehammer w 1994 roku uczynił z niej ikonę zjednoczonych Niemiec.
W latach 90. Witt cieszyła się nowymi możliwościami - tournée po świecie, programy telewizyjne, występy w Hollywood. Jej sesja dla magazynu Playboy w 1997 roku pobiła rekordy sprzedaży, szczególnie w Ameryce Północnej, gdzie stała się światową gwiazdą.
Aktywne życie w wieku 60 lat
Dziś Witt nie zamierza spocząć na laurach. Regularnie wędruje z przyjaciółmi nad jeziorem Lugano, prowadzi boutique studio fitness "Kurvenstar" w Poczdamie i od 20 lat pomaga dzieciom i młodzieży z niepełnosprawnościami poprzez swoją fundację.
"Jestem po prostu wolnym duchem i wdzięczna za życie, które mogę prowadzić" - mówi mieszkanka Berlina, która chce być nie tylko "starą ciocią od łyżwiarstwa", ale też pozostać "cool".
Nadzieje olimpijskie
Choć Witt trzyma się z daleka od oficjalnych funkcji w niemieckich organizacjach łyżwiarskich, z niecierpliwością czeka na igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortina d'Ampezzo w 2026 roku. Szczególnie kibicuje berlińskiej parze Minerva-Fabienne Hase i Nikita Volodin.
"Zdecydowanie należą do faworytów. Przede wszystkim oboje mają wielkie serca wojowników" - powiedziała niedawno Witt.
Po sześciu latach przerwy od jazdy na lodzie, podczas nagrań dokumentu w Calgary, gdzie odniosła jeden ze swoich największych triumfów, Witt ponownie założyła łyżwy. "Calgary było moim biletem na podróż mojego życia" - wspomina ze łzami w oczach.






