W czwartek rano w Sanoku doszło do dramatycznych wydarzeń, które zakończyły się śmiercią dwóch osób. Agresywny mężczyzna, który wcześniej prawdopodobnie zabił swoją matkę, zaatakował interweniujących policjantów i strażaków, co zmusiło funkcjonariuszy do użycia broni służbowej.
Niebezpieczna interwencja przy ulicy Sadowej
Około godziny 10:00 podkarpaccy policjanci otrzymali zgłoszenie o agresywnym mężczyźnie, który zabarykadował się ze swoją matką w mieszkaniu przy ulicy Sadowej w dzielnicy Wójtostwo. Sytuacja szybko stała się krytyczna, gdy w budynku uruchomiły się czujniki gazu.
"Z uwagi na to, że w mieszkaniu włączył się czujnik gazu, istniało podejrzenie, że mógł odkręcić kurki z gazem, dlatego podjęto decyzję o wejściu do środka" - wyjaśnił rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, Piotr Wojtunik.
Brutalny atak na służby ratunkowe
Gdy policjanci w asyście strażaków zdecydowali się na siłowe wejście do mieszkania, napastnik rzucił się na nich z ostrym narzędziem. Według doniesień lokalnych mediów, agresor miał przy sobie maczetę.
W wyniku ataku ranni zostali:
- Dwóch policjantów
- Jeden strażak z raną ciętą tułowia i ręki
Starszy kapitan Paweł Giba, oficer prasowy sanockiej straży pożarnej, poinformował, że najbardziej poszkodowany strażak został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Rzeszowie. Funkcjonariusz był przytomny podczas transportu.
Tragiczny finał interwencji
Standardowe środki przymusu bezpośredniego okazały się nieskuteczne wobec agresywnego napastnika. W obliczu bezpośredniego zagrożenia życia jeden z policjantów był zmuszony użyć broni służbowej.
Mimo natychmiastowej reanimacji, życia mężczyzny nie udało się uratować. Podczas przeszukania mieszkania funkcjonariusze dokonali makabrycznego odkrycia - znaleźli ciało kobiety, prawdopodobnie matki napastnika.
Śledztwo w toku
Na miejscu zdarzenia pod nadzorem prokuratora pracują służby, które zabezpieczają dowody do przyszłego postępowania. Okoliczności tragedii będą szczegółowo badane przez odpowiednie organy.
To kolejny w ostatnim czasie przypadek, gdy polscy funkcjonariusze zostali zmuszeni do użycia broni służbowej w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia. Incydent w Sanoku podkreśla niebezpieczeństwa, z jakimi na co dzień mierzą się służby ratunkowe i porządkowe.
Wszyscy poszkodowani w zdarzeniu funkcjonariusze otrzymali niezbędną pomoc medyczną. Stan ich zdrowia nie budzi obaw lekarzy.






