W Służbie Ochrony Państwa doszło do bezprecedensowej sytuacji. Kadra kierownicza formacji wystosowała oficjalny list do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, domagając się powrotu do służby odsuniętego od obowiązków generała Radosława Jaworskiego.
Niezwykły protest wysokiej rangi dowódców
Pod dokumentem, który trafił do MSWiA w piątkowe popołudnie, podpisało się kilkunastu dyrektorów SOP. Jedynie dwie osoby z kadry kierowniczej nie złożyły swojego podpisu pod tym niezwykłym apelem.
Sygnatariusze listu alarmują, że nieobecność komendanta negatywnie wpływa na funkcjonowanie służby. W ich ocenie generał Jaworski to doświadczony i kompetentny dowódca, którego powrót jest niezbędny dla właściwego działania formacji.
"To jest bunt najwyższych rangą dowódców i wotum nieufności dla szefa MSWiA, który odsunął komendanta Jaworskiego"
— ocenia informator zbliżony do Służby Ochrony Państwa w rozmowie z mediami.
Geneza kryzysu: kradzież samochodu premiera
Obecna sytuacja ma swoje korzenie w wydarzeniach z września 2025 roku. W nocy z 9 na 10 września doszło do kradzieży Lexusa należącego do rodziny premiera Donalda Tuska. Samochód został skradziony sprzed sopockiego domu szefa rządu, mimo stałej obecności posterunku SOP.
41-letni sprawca niezauważony odjechał pojazdem, co oznaczało, że kradzież nastąpiła praktycznie na oczach funkcjonariuszy odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Policja błyskawicznie naprawiła wpadkę — odnalazła auto i zatrzymała złodzieja, który próbował uciec do Bułgarii.
Dalsze incydenty bezpieczeństwa
Kilka dni po kradzieży samochodu doszło do kolejnego niepokojącego zdarzenia. Zatrzymano parę Białorusinów, którzy:
- Latali dronem nad Belwederem
- Prowadzili obserwację warszawskiej willi premiera
- Mogli działać na zlecenie wrogich wywiadów
Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych, przyznał wówczas, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego analizuje, czy incydenty nie były efektem działań obcych służb.
Konsekwencje kadrowe i obecna sytuacja
Po serii niepokojących zdarzeń wiceminister Czesław Mroczek, nadzorujący służby mundurowe, wysłał komendanta Jaworskiego na zaległy urlop. Obecnie generał przebywa na zwolnieniu lekarskim i faktycznie nie kieruje służbą już od czwartego miesiąca.
Ministerstwo potwierdza otrzymanie listu od dowódców SOP. Jak zapewnia osoba z kierownictwa resortu:
"SOP realizuje swoje zadania bez przeszkód. Do treści listu odniesiemy się w tym tygodniu"
Opinie ekspertów
Generał Mirosław Gawor, były szef Biura Ochrony Rządu, krytycznie ocenia obecną sytuację:
"To wygląda na plebiscyt. Trudno, by szef służby był wybierany w plebiscycie. Decyduje w tej sprawie minister, bo to on ponosi odpowiedzialność polityczną za działanie poszczególnych formacji. Brak decyzji to najgorsza z możliwych opcji"
Wyzwania proceduralne
Ewentualne odwołanie generała Jaworskiego wymaga uzgodnień z prezydentem Karolem Nawrockim, zgodnie z ustawą o Służbie Ochrony Państwa. To dodatkowo komplikuje sytuację, zwłaszcza że komendant otrzymał swoją nominację jeszcze z rąk poprzedniego premiera Mateusza Morawieckiego.
Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka informuje, że "Departament Kontroli MSWiA finalizuje kontrolę w Służbie Ochrony Państwa, jej wyników oczekujemy wkrótce".
Bezprecedensowa sytuacja
Eksperci podkreślają, że taka sytuacja — gdy kadra kierownicza służby publicznie domaga się powrotu swojego przełożonego — nie ma precedensu w historii ani SOP, ani poprzedzającego ją Biura Ochrony Rządu.
Kryzys w Służbie Ochrony Państwa pokazuje głębsze problemy związane z zarządzaniem służbami mundurowymi i może mieć istotny wpływ na bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie. Ministerstwo stoi przed trudną decyzją, która może określić przyszłość całej formacji.






