Tragiczny pożar kompleksu mieszkaniowego Wang Fuk Court w północnej dzielnicy Tai Po w Hongkongu pochłonął życie co najmniej 44 osób, w tym jednego strażaka. To najgorszy pożar w mieście od 1996 roku, gdy w budynku komercyjnym w dzielnicy Kowloon zginęło 41 osób.
Skala tragedii wciąż rośnie
Według najnowszych danych przekazanych przez szefa administracji Hongkongu Johna Lee, 29 osób trafiło do szpitala, a co najmniej 279 uważa się za zaginione. Około 900 mieszkańców zostało ewakuowanych z kompleksu liczącego około 2000 mieszkań, w których na co dzień przebywa około 4700 osób.
Płomienie i gęsty dym wciąż spowijają siedem z ośmiu ponad 30-piętrowych wieżowców. Strażacy pracujący przez całą noc do czwartku nie zdołali w pełni ugasić ognia we wszystkich budynkach. Z powodu wysokiej temperatury ratownicy mają problemy z dotarciem do górnych pięter kompleksu.
Bambusowe rusztowania pod podejrzeniem
Przyczyna pożaru nie została jeszcze oficjalnie ustalona, jednak podejrzenia padają na bambusowe rusztowania i siatki, którymi otoczona była większość z ośmiu wież. Te tradycyjne elementy pomocnicze, powszechnie stosowane przy remontach i budowach w Hongkongu, od marca stopniowo znikają z metropolii na mocy decyzji urzędników.
W związku z tragedią policja zatrzymała trzy osoby, którym postawiono zarzut zabójstwa. Jeśli bambusowe rusztowania okażą się przyczyną pożaru takiej skali, osoby odpowiedzialne za remont mogą spotkać się z surowymi konsekwencjami.
Dramatyczne relacje mieszkańców
Mieszkańcy kompleksu przeżywają prawdziwy koszmar. 71-letni mężczyzna o nazwisku Wong rozpłakał się, mówiąc dziennikarzom, że jego żona została uwięziona w środku płonącego budynku.
"Usłyszałem wielki hałas około godziny 14.45 i zobaczył wybuch pożaru w pobliskim bloku. Natychmiast wróciłem, żeby spakować swoje rzeczy. Nawet nie wiem, jak się teraz czuję. Myślę tylko o tym, gdzie będę dziś spał"
– opowiadał 66-letni Harry Cheung, który od 40 lat mieszka w jednym z bloków.
Inna wieloletnia mieszkanka kompleksu, 70-latka, po spędzeniu nocy u znajomego wróciła i zobaczyła, że jej dom wciąż płonie. "Nie wiemy, co robić" – przyznała w rozmowie z agencją Reuters, dodając, że nadal nie udało się jej skontaktować z bliskimi mieszkającymi w sąsiednim bloku.
Priorytety władz
John Lee określił jasne priorytety działań:
- Ugaszenie pożaru i uratowanie uwięzionych mieszkańców
- Udzielenie pomocy rannym
- Wsparcie w powrocie do zdrowia rannych
- Szczegółowe śledztwo w sprawie przyczyn tragedii
Zdjęcia z akcji ratunkowej pokazywały walące się na ziemię rusztowania, które spadały między innymi na wozy strażackie zaparkowane wzdłuż ścian budynków. Straż pożarna przekazała, że w środę udało się ugasić ogień w trzech wieżowcach, ale w czterech walka trwała nadal.
Kontekst społeczny i polityczny
Tragedia ma miejsce w szczególnie wrażliwym momencie – na początku grudnia w Hongkongu odbędą się lokalne wybory. Ogromnie wysokie ceny nieruchomości i ogólne warunki mieszkaniowe są jednymi z najważniejszych kwestii wywołujących wśród mieszkańców szerokie społeczne niezadowolenie.
Pożar w Wang Fuk Court przypomina o wyzwaniach związanych z gęstą zabudową i warunkami mieszkaniowymi w jednym z najdroższych miast świata. Władze zapowiedziały powołanie specjalnej komisji, która zbada przyczyny tragedii i wyciągnie wnioski na przyszłość.
To już drugi tak poważny pożar w historii Hongkongu. W listopadzie 1996 roku w budynku komercyjnym w dzielnicy Kowloon zginęło 41 osób – pożar powstał wówczas w wyniku spawania podczas remontu.






